Kaskada interwencji w porodzie to jeden z takich tematów, które polecam zgłębić, kiedy zaczynasz planować poród. Jeszcze zanim pójdziesz na dni otwarte szpitali, zanim będziesz się zastanawiać nad znieczuleniem, albo tym, kogo chciałabyś mieć przy swoim porodzie. Dlaczego? Zaraz ci o tym opowiem.
Co to jest kaskada interwencji?
O kaskadzie mówimy wtedy, kiedy jedna interwencja pociąga kolejną, a ta kolejną i jeszcze kolejną.
Poród jest doskonale zaprojektowanym procesem. Doskonalił się przez wszystkie setki tysięcy lat, gdy istniał nasz gatunek. Jeśli pozostawiamy go swojemu biegowi, to w większości przypadków nie wydarza się nic złego. Gdyby było inaczej, homo sapiens raczej nie przetrwałby do dzisiaj.
Kluczowe jest tutaj określenie “w większości przypadków”. To znaczy, że jest też jakaś mniejszość, która ma pecha. Matka natura nie jest czuła na dobro jednostki, nie zależy jej na konkretnym osobniku, tylko na przetrwaniu najlepszych genów. Będą więc też sytuacje, gdy w fizjologicznym porodzie coś pójdzie bardzo nie tak. Na te okoliczności reaguje nowoczesna medycyna.
Problem pojawia się wtedy, kiedy reaguje za wcześnie lub za mocno.
Kiedy poród działa naturalnie
Wyobraźmy sobie sytuację, w której poród zaczyna się spontanicznie. Po prostu w pewnym momencie kobieta zaczyna się orientować, że „to już”. Spędza pierwsze godziny w domu, następnie pakuje się i dociera do szpitala. W idealnym scenariuszu jej naturalny proces dostaje maksymalne wsparcie.
Wszystkie badania są wykonywane tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę potrzebne. Jeśli akcja spowalnia, położna daje porodowi czas i proponuje w pierwszej kolejności naturalne metody wspomagania: odpoczynek, ruch, prysznic. Osoby towarzyszące zapewniają rodzącej komfort i warunki, które pomogą jej poczuć się bezpiecznie. W naturalnym rozwoju akcji poród może toczyć się powoli. Jeśli nie ma zaburzeń tętna u dziecka i innych komplikacji, cały czas jest możliwość, że zakończy się drogami natury i przy minimalnych urazach u matki. Tak wygląda postępowanie wyczekujące.
Jak wygląda kaskada interwencji?
Kaskada interwencji może mieć różne przyczyny i początki. Jedną z takich przyczyn jest sztywne założenie, ile powinien trwać dany etap porodu. Oczekiwania dotyczące czasu biorą się często z przyzwyczajenia do krzywej Friedmana, która przez dziesięciolecia wyznaczała, jak powinno postępować rozwarcie. Badanie Friedmana to materiał na inny wpis, współcześnie wiemy, że krzywa nie pokazuje, jak rzeczywiście postępuje poród naturalny i odnoszenie się do niej jest niezalecane. Poza tym to, co typowe statystycznie, nie musi się sprawdzić w twoim porodzie. Jeśli nie wyznaczamy sztywnych ram czasowych, w których poród ma się zmieścić, zwiększamy szansę, że zakończy się naturalnie1.
Czasami zaczyna się od tego, że na porodówkę jest przyjmowana osoba na zbyt wczesnym etapie porodu. Czasami od tego, że blokuje ją ogromny lęk przed utratą kontroli, bólem. Może być i tak, że teoretycznie wszystko gra, ale rozwarcie postępuje wolniej, niż się oczekuje. Zapada decyzja, żeby podać leki: sztuczną oksytocynę, znieczulenie zewnątrzoponowe, znieczulenie opioidowe, leki rozkurczowe i inne.
Każda interwencja ma działanie uboczne. Kiedy zastosujemy jedną, możemy wywołać konieczność wykonania kolejnej.
Przykładowo: podawanie sztucznej oksytocyny często powoduje, że rodząca czuje wzmożone skurcze, które stają się trudne do zniesienia. Prosi o znieczulenie, a kiedy ono zaczyna działać, okazuje się, że słabo czuje nogi, i nawet, jeśli by chciała, ma utrudniony ruch. Nie będzie jej łatwo wejść w pozycję wertykalną. Bez pełnego odczuwania trudno o parcie spontaniczne, więc potrzebne jest więcej sztucznej oksytocyny. Skurcze wywołują szybkie parcie, krocze ma mało czasu na adaptację, jest dodatkowo obciążone przez niefizjologiczną pozycję i poważnie pęka lub zostaje głęboko nacięte.
Może być i tak, że poród powoli postępuje, ponieważ dziecko nie jest w optymalnej pozycji. Macica pracuje, aby lepiej je ustawić, pomóc mu wejść w drogi rodne. Podawanie oksytocyny powoduje, że skurcze stają się bolesne, dziecko nie dostaje miejsca, którego potrzebuje. Zaczyna się stresować. Zaczyna mu spadać tętno, oddaje smółkę do wód płodowych. Spadki tętna i podciekanie zielonych wód mogą doprowadzić do szybkiej decyzji o cięciu.
Tak właśnie wygląda kaskada interwencji medycznych.
Czy interwencje w poród są złe?
Jestem wielką przeciwniczką demonizowania interwencji. To, że mamy współczesną medycynę, jest błogosławieństwem. Potrafimy uratować maluchy, których nie dałoby się urodzić naturalnie, zaradzić większym powikłaniom. Ale ważny jest umiar. A procedury medyczne są dostępne na wyciągnięcie ręki. Łatwo ulec pokusie i strzelać z armaty do muchy.
Dokładnie taką sytuację mamy z antybiotykami. Od dawna mówi się o tym, że używamy ich nadmiarowo. Wiemy, że powodują straty w zdrowym mikrobiomie, że mogą zmniejszać przez to odporność. Że stosowane niewłaściwie, są coraz mniej skuteczne, bo pojawiają się odporne szczepy bakterii.
Czy to znaczy, że antybiotyki są złe jako takie? Nie. Są ogromną zdobyczą nauki. Sprawiają, że pacjenci mogą przeżyć operacje. Cięcie cesarskie byłoby skrajnie ryzykowne, gdyby nie antybiotyki. Samo stosowanie antybiotyków ratuje życie, tylko używanie ich za często jest szkodliwe. Dokładnie tak samo jest z interwencjami w poród.
Czy kaskada interwencji jest do uniknięcia?
Nie mogę dać ci pewności, że urodzisz bez żadnej interwencji. Generalnie, jeśli jesteś w ciąży “niskiego ryzyka”, czy raczej “wysokiej szansy na powodzenie”, to zakładanie, że poród będzie skomplikowany, nie ma podstaw. Tylko, niestety, teoria swoją drogą, a życie i praktyka swoją.
Model działania, z którym najłatwiej się w Polsce spotkać, to interwencjonizm. W razie różnych odchyleń, nawet w granicach normy, medycy często proponują podjęcie działań. Bardzo dużo jest indukcji porodu z powodów, które są względnym wskazaniem i ich ryzyko jest dyskusyjne.
Zdarzają się działania motywowane przez “trochę”. Trochę mało wód płodowych, trochę duże dziecko, trochę starsza matka, trochę wyższa glukoza w jednym pomiarze. Każda sytuacja jest inna i trzeba ją oceniać, biorąc pod uwagę różne czynniki. Ale warto zastanowić się, po co ktoś ustalił normy fizjologii. Normy są i tak ustalone z marginesem błędu. Jeśli coś jest w normie, to jest w normie, a nie “trochę” w normie, prawda?
Co zwiększa szansę na poród bez interwencji
Najwyższe szanse na urodzenie bez interwencji są w domu. Poród domowy jest generalnie bezpieczny, szczególnie dzięki współczesnej diagnostyce. Ryzyko niepotrzebnych interwencji jest w nim absolutnie minimalne. Więcej o porodzie domowym przeczytasz tutaj: Poród w domu: jak wygląda, ile kosztuje i jak go zorganizować.
Są także szpitale, które szanują fizjologię i dążą do unikania niepotrzebnych interwencji. Jak je znaleźć? Przede wszystkim przez bazę https://gdzierodzic.info/. Przez bezpośrednie pytania na dniach otwartych: jak wygląda indukcja porodu w danym szpitalu, jaki jest odsetek nacięć krocza czy cięć cesarskich. Szpitale dążące do naturalnych porodów prowadzą statystyki i szczycą się nimi. Sprawdzaj też raporty https://maluchynabrzuchy.pl/. Jeśli szpital realizuje kontakt skóra do skóry, to już coś mówi o podejściu do fizjologii.
Chciałabym tutaj zaproponować poród w domu narodzin lub izbie porodowej. Niestety, takie miejsca w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki.
Jednym z najważniejszych ogniw naturalnego porodu jest osoba prowadząca twoją ciążę. Jeśli lekarz czy położna prezentują postawę wyczekującą i szanują normy fizjologii, twoje szanse na uniknięcie kaskady rosną. Dlaczego? Ponieważ nie będą naciskać, abyś udała się na indukcję porodu z powodu “trochę”. Będą dawać ci wsparcie w fizjologii, nawet jeśli jesteś około czterdziestki, masz BMI wyższe niż standardowe lub raz miałaś wyższą glukozę w pomiarze, ale poza tym cukry są ok.
Świadomy wybór to podstawa
Najważniejsza w unikaniu kaskady interwencji jest Twoje rozumienie porodu, gotowość na to, że może on trwać dłużej, niż kilka godzin, zaufanie do siebie i swojej intuicji oraz podejmowanych decyzji.
Tuż za nimi jest zapewnienie sobie wsparcia osób, które rozumieją, na czym Ci zależy. Dobrze jest mieć plan porodu, który zakreśli wizję porodu bez zbędnych interwencji (polecam Ci sięgnąć po Plan porodu • tak, jak chcę • workbook!). Możesz też poznać metodę podejmowania decyzji w porodzie BRAIN. Z pewnością będę jeszcze o niej pisać. A jeśli do porodu idzie z Tobą osoba towarzysząca, zaproponuj jej, aby zabrała w plecaku Fiszki Partnerskie, gdzie znajdzie schemat metody BRAIN i podstawową technikę komunikacji.
Pamiętaj, że jedna interwencja nie musi oznaczać kolejnych. Działania w porodzie nie muszą dziać się metodą “wszystko albo nic”. Raz podłączoną kroplówkę zwykle da się po prostu odłączyć. Indukcję, która nie chce się zacząć, można przerwać, dopóki nie odpływają wody płodowe. W wielu sytuacjach kilka godzin odpoczynku i energetyczny posiłek pomogą Ci odzyskać siły do kolejnych działań.
Interwencje w poród to skrzynka z narzędziami. Mogą służyć naszym celom, a mogą im przeszkadzać. Co się stanie, jeśli zaczniesz walić młotkiem w samochód? Zniszczysz karoserię, szyby i lampy. Ale jeśli widzisz psa zamkniętego w samochodzie w upalny dzień, ten sam młotek, precyzyjnie użyty, będzie narzędziem ratującym życie. Pamiętaj o tym, gdy podejmujesz decyzje.
Przypisy
- Więcej na ten temat przeczytasz w artykule Fundacji Rodzić po Ludzku Długość porodu w świetle współczesnych dowodów naukowych ↩︎

